Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wystawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wystawa. Pokaż wszystkie posty

20.06.2009

telegraficznie


upior z opery, rupert julian, 1925

najpierw bylismy na zakupach, w drogerii. po drodze zauwazylismy slimaka przyssanego do samochodu. a. stwierdzil, ze to piekna metafora naszych czasow, obrazujaca fakt, ze nawet slimak poddaje sie dobrowolnie presji predkosci i przyspieszania. s. dodal, ze on w sumie rowniez czuje sie wykorzystywany przez rozniste biedronki, ktore go obsiadaja podczas jazdy na rowerze. a. zapytal czy s. chociaz informuje owe o kolejnych przystankach i mozliwosciach przesiadek. s. dlugo rozmyslal nad odpowiedzia, w koncu wszyscy mielismy tego dnia prawo do slow thinking, bylismy cokolwiek skacowani. koniec koncow s. dodal wkurwiony patrzac sie na mnie: a. scheiße, no nie szuraj tak tymi butami, bo nie moge sie skupic nad odpowiedzia. odparlam: jasne, szuraj forest szuraj! a. podchwycil ochoczo: nie no jesli juz to szuraj for freedom, yeeeah!
mniej wiecej w takiej tonacji dotarlismy powoli do wzgorza matyldy. okolica zapierala dech, stare centrum art deco w niemczech, mnostwo pomnikow i niesamowita architektura uwienczona kolejkami do muzeum spragnionych wrazen amatorow sztuki a. stwierdzil,. ze wygladaja raczej na amatorow konsumpcji i ze pewnie stoja za 5kg sztuki mas(k)owej, polanej sosem z awangardy. a. zapalil trawke podczas gdy s. pilnie zabral sie do dziela. wyjal ze swej magicznej siaty z drogeryjnego dyskountera wielka pianke do golenia i rozpoczal dekoracje pominka. najpierw domalowal mu wasy. a la dali. wygladalo przepieknie. pozniej zaczal... ale nie, nie zaczal, jakis dziodek, najpewniej udzielajacy sie swego czasu aktywnie w hitlerjugend podbiegl co sil i zaczal wrzeszczec na s. ze to demolka. i w ogole i takie tam i ze zadzwoni zaraz po policje. s. dalej ze stoickim spokojem kontynuowal swoje dzielo. podczas gdy a. zapytal upierdliwca, czy ma chociaz z czego zadzwonic. nie mial. s. zmierzyl spokojnym spojrzeniem nieszczesnika, podajac mu wiec swoja komorke, deklamujac manifestacyjnie numer policji i nie przerywajac przy tym piankowania. pan emehyt z ulga przyjal propozycje. juz w kilka minut pozniej siedzielismy na zapleczu komisariatu, wsluchani w dobiegajacy nas z oddali glos s., wielkodusznie i malowniczo referujacego swoje piankowe uszkadzanie obiektow uzytecznosci publicznej. na koniec zawieziono nas na do domu s., na kosz podatnika oczywscie. i przeszukano jego pokoj (mieszkanie swoje s. dzieli z barczystym lysym wytatuowanym i wypiercingowanym osobnikiem, co oczywiscie spotegowalo fale podejrzen), zywiac przekonanie, ze s. od lat zajmuje sie piankowaniem pomnikow i oddaje sie innym temu podobnymi hobby. jakze wielkie bylo rozczarowanie....u Panow Polycyantow...

19.02.2009

avalon fallen in shrubbery, david lachapelle, 1995.

- ty sie tak za bardzo nie ciesz. niebawem czeka cie konferencja prasowa, na ktorej bedziesz musial cos o tych smiesznych slimaczkach opowiedziec.

- ech, kupie sobie okulary sloneczne i spokojnie, poradze sobie. ;) ty natomiast bedziesz miala o wiele trudniej, bo bedziesz musiala produkowac sie przed ludzmi, oprowadzajac ich po wystawie.

- ah, tym sie nie martwie, zdradzisz mi przeciez tajemnice twoich ogrodowych, barokowych dziwactw ;)

-no way :))

-boponiewaz? :)

- bo wierze w to, ze poradzisz sobie doskonale bez mojej pomocy ;) w koncu piszesz juz magistra prawda? bedziesz wiec w stanie dorobic kilka roznych ideologii do mego Dziela Sztuki ;)

- phi, od mojego magistra z daleka prosze, to dla mnie tak samo drazliwe jak twoje slimaczki dla ciebie :P

- nie przejmuj sie, zapewne, gdy skonczysz go pisac wejdzie w zycie nowa ustawa, stwierdzajaca, ze jestes nadkwalifikowana. i spedzisz kolejne piec lat na odkrecaniu calej swej wiedzy, zabijaniu skrzetnie wyhodowanych schillerowych komorek i uczeniu sie spojrzenia na rzeczy ponownie w sposob powierzchowny i upraszczajacy ;)

- coz, mam wrazenie, ze te umiejetnosc nabede i bez wprowadzenia takowej ustawy.

- ha ha, podwinac tobie spodnie? zmokly ci madralo :)

- chcialbys :)

- pewnie, ze bym chcial ;)

tworzac barokowe meandry ogrodowej architektury spedzilismy z amerykanskim profkiemartysta kilka wysmienitych godzin, wypelnionych interesujaca wymiana mysli, dowcipem, ale przede wszystkim erotyzmem. erotyzmem wywodzacym sie byc moze z faktu, ze bylismy dla siebie zakazanym owocem. lub wynikajcym raczej tylko z powodu tego, ze chaos, bloto, deszcz i naturalnosc zaistnialej sytuacji uczynily ja malo sterylna i dosc wyjatkowa.

i nagle, w obliczu powyzszego przezycia moja przedwczorajsza kolacja z przystojnym, mlodym chlopcem, pozniejsza przjazdzka jego ekskluzywym autem i maslane spojrzenie staly sie tylko bezbarwnym dodatkiem i pustym przezyciem. pozbawionym chocby grama iskry. bedacym podla imitacja, inscenizacja, byc moze obustronna, obelga wymierzona przeciw spontanicznosci. czyms malo intensywnym i nieprzekonujacym, uwiezionym w konwencjach, wyrachowanym zamierzeniem, zbyt oczywistym niestety, aby moglo ono zostac uwienczone sukcesem.