Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozofowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozofowie. Pokaż wszystkie posty

28.03.2009

kate moss

kochani filozofowie nudza sie jak zawsze, wiec postanowili przez weekend nakrecic krotkometrazowy film.

filmek ow jest reklama nowego perfumu o dzwiecznej nazwie
DEPRESSION
(w oparciu o calvinkleinowska obseszyn, tak).

poczatkowe ujecie zaludnione jest zatem slodkimi, H &M-owsko wrecz cukierkowatymi dziewczatkami, ktore radosnie skacza po laczce i beztrosko zrywaja kwiatki. po uzyciu cudownego perfumu zamieniaja sie one nagle w ubrane na czarno, zaplakane, rozmazane samobojczynie, ktore klnac niczym szewce na ten beznadziejny swiat postanawiaja spektakularnie podciac sobie zyly w kabinie natryskowej. akcja nabiera tempa, krew leje sie strumieniami, podklad muzyczny staje sie coraz to ciezszy, az w koncu widz uraczony zostaje mroczna nazwa perfumu i tym samym zyskuje okazje doznania olsnienia, ze istnieje chociaz jeden doskonaly perfum, na ktory go bezproblemowo stac.

19.02.2009

- boponiewaz potykam sie o slowa, wpadam miedzy nie, przerywam wlasny tok myslowy, dokonujac sabotazu samej siebie. rozumiesz? ta cala destylacja mysli, slow, etc. meczy mnie i mam jej serdecznie dosc.

- mhm, spokojnie i dlatego zdezerterowalas, mam racje?

- tak, masz racje.- odparlam, smiejac sie w duchu z ironii losu. przeciez jeszcze nie tak dawno, zaledwie pare lat temu wspolnie z p. ratowalismy zycie a., dzwoniac o swicie po karetke, gdyz zbyt intensywny tryb zycia a. doprowadzil jego organizm do granic wytrzymalosci.

teraz a. ratuje mnie, mniej spektakularnie i bez elektrowstrzasow, przed arytmia, tym razem nie serca, lecz myslowa.

a., jedna z najbardziej kolorowych postaci, jaka mialam szczescie spotkac na swej drodze zyciowej, siedzial na przeciwko mnie, uwaznie wypatrujac mej reakcji.

- no swietnie i to jest powod, dla ktorego odmawiasz referatu i udzialu w naszej grupie? cholera, jak dlugo w niej jestes? rok, tak?

-mhm.

- wlasnie. zdazylas zatem zauwazyc, ze nie zbieramy sie po to zeby konkurowac miedzy soba jakimis osiagnieciami naukowo-dydaktycznymi, lecz raczej po to, aby moc wytapetowac na nowo nasza skromna wieze z kosci sloniowej. do diabla, sadzisz, ze p. siedzial nad swoim referatem o lessingu dluzej niz 2h? watpie. zapewne nabazgrolil cos pol godziny przed spotkaniem, a reszte bezczelnie wyssal z palca i okrasil durnym usmiechem ;).

- :)) no ok, ale przeciez i ty znasz uczucie milczacego wymogu znajomosci klasyki, dziel wszelakich, whatever. i kiedy cos czytasz na pewno tez wisi nad toba przekleta intertekstualnosc i obawa, ze w calej tej mnogosci kontekstow nie bedziesz w stanie uchwycic elementow niosacych sens danego dziela?

- tak, jasne, ale ktoz z nas nie siedzial nad tekstem pol nocy, rozumiejac koniec koncow tylko jeden akapit? mh? tylko, ze na tym to wlasnie polega, zeby sie tego zrozumienia probowac nauczyc. poza tym mysle, ze o wiele wazniejszy jest fakt, ze mozemy spotykac sie razem, wymieniac sie miedzy soba wiedza i doswiadczeniem, wzajemnie sie wspierac i wspolnie probowac obejsc sie z presja, ktora czasem nas przerasta.

- tak ale ta presja wynika tez ze swiadomosci, ze pracuje z klasycznym tekstem. dzielem, ktore istnieje bez wzgledu na to, czy jego status jest ukonstytuowany, dobry, godny swego miana. i czasem zastanawiam sie nad tym, czy jakas szmirowata ksiazeczka tudziez zwykly zachod slonca nie zainspirowalaby i rozwinely mnie bardziej anizeli te historie o pelnych idealow anty- & bohaterach, slodkich damach ich serca i happy endzie. poza tym kto zdecydowal o tym, ze schiller jest o wiele bardziej uznanym klasykiem od wezmy na przyklad takiego lenza. szalenca genialnego, ktorego dziela schowane gdzies miedzy regalami goethego i schillera odchodza w zapomnienie i tylko od czasu do czasu zostaja wygrzebane przez jakiegos jeszcze bardziej od lenza nawiedzonego naukowca?

-wlasnie i to jest pytanie, ktore zadasz podczas kolejnego spotkania w grupie i nie chce slyszec zadnego ale, on tez nie :) - stwierdzil a., wskazujac przy tym na oddalona o kilkanascie metrow od naszej knajpki mieszczanska fasade domu goethego, napawajac sie przy tym kawalkiem chleba, ktorym zebral resztki sosu z talerza oraz zniesmaczone spojrzenia przystolikowych sasiadow. - tak, tak, za takie wylizywanie dostalbym we francji dozywocie, tutaj na szczescie nikt za to nie skazuje na potepienie ;)

- a ty wode zamowiles? dobrze sie czujesz?

- bezalkoholwo dzis, nie chce skonczyc jak william faulkner, ktory

- no i moja koncepcja polegala na tym, ze chcialem porownac american psycho ze zbojcami schillera, czyli

- odbierajac nagrode nobla byl wkruwiony maksymalnie, choc udalo mu sie to skrzetnie ukryc, no wiec jednak

- dlatego tez postanowilem, ze juz nie bede w ten sposob zagadywal kobiety, bo przeciez jesli emancypacja to emancypacja i niech do cholery to

- bogaty szaleniec, serwujacy sobie dawke horroru i porno, przyswajajacy i laczacy w sobie to wszystko, aby pozniej nieswiadomie,

- doszedlem do stwierdzenia, ze alkohol nie inspiruje i nie moge pozwolic sobie na hemingwayowskie zycie, u ktorego na koncu na nocnym stoliku lezaly

- pila i czymkolwiek tam jeszcze mordowac i zabijac, no karl moor jako zywy z fritzem do spolki, cudowna jednosc, genialna koncepcja!

- kobiety probuja zagadnac mezczyzn tez. niech wiedza jak to jest wyjsc na idiote, otrzymujac czarna polewke, shit. ale no tak, bo przeciez

- ksiazki typu: jak pozbyc sie nalogu w piec dni.

- ale pamietasz nasz absynthowy wieczor? mielismy swietna faze, wiec wierze, ze alkohol moze zaisnpirowac

- zgadza sie, ale to byla krotka faza, trwajaca tylko z godzine moze i jak sobie wyobraze pozniej, ze

- no dobrze, ale ze co, czemu faulkner byl wkruwiony? bo co?

-bo przestal pic na kilka dni przed uroczystoscia, wiec mial susze kompletna i przetrzymal te uroczystosci jakos, aby po ich skonczeniu znow sie przyssac do kolejnej whisky, wiec chyba logiczne, gdy sobie wyobraze, ze mielismy swietna faze po absyncie, ale przyplacilem ja po tym

- ja z tym moim uwielbieniem dla kobiet i na co to komu. oczywiscie moglbym pojsc do pierwszej lepszej knajpy zalozmy i tam

-twardym uziemieniem, bo chca przejechac na rowerze miedzy dwoma palikami nie spostrzeglem ze to jeden jedyny, tak naprawde i wjechalem prosto na niego, tak wiec

- ale przyznasz, ze podczas picia alkoholu powstaja asocjacje, ktore w normalnych warunkach przyrodniczych by nie powstaly, a przynajmniej zostaja zlamane bariery lub

- no fakt, ale to zwodnicze bardzo w sumie, bo czesto po upojnej, pracowitej nocy czytajac ten text rano stwierdzam, ze wymyslilem tylko szajs i

- niestety jednak profek nie byl tak bardzo zachwycony pomyslem tej pracy jak i ja, stwierdzil, ze zbojcy sa polityczni, koniec koncow oczywiscie odebral mi kompletnie motywacje i nie napisalem zadnej pracy. taaak, tez was kruwa lubie, ide po kolejne piwo, chce ktos cos jeszcze?

- czytajac ow metlik nie rozumiem juz nic z tego co napisalem :) bo wlasnie, byc moze mialem jakies cudowne przezycie i niesamowita jazde, ale to co zostalo z tego na papierze okazalo sie tylko trywialnym banalem, nietzschym :) i nici z wielkiej misji mesjasza niosacego ku zaciemnionym masom kaganiec oswiaty, nic procz metnych glupot...

- ale moze to wcale nie glupoty jeno na trzezwo juz nie jestes w stanie tego rozszyfrowac? :)

-sadzisz? tak w tym cos jest. aaale wlasnie a.! apropos schillera, to przeciez on zgnile jablka wachal i w zimnej wodzie stopy maczal, aby blyskotliwie geniusza przy zyciu utrzymac.

-mhm i padl na zapalenie pluc po 40, dziekuje bardzo :)

-no ale to przez te malarie w mlodosci w sumie, a nie przez te zimne miski!

-kto wie, kto wie... ja osobiscie absyntowac sie wole, przyjemniejsze od misek ;)

-taaa, szczegolnie, gdy my cie nieprzytomna do lozka zanosimy, fakt :)

-nie narzekaj, znam bardziej traumatyczne przezycia ;P

- czy wy mnie w ogole sluchacie? ja wam tu moja dusze wylewam, w nadziei sie plawiac, ze esencja ludzkiego, no dobra, meskiego glownie zycia jest erotyka. czyli ten aspekt, w ktorym czlowiek najbardziej jest soba, w ktorym jest najbardziej autentyczny, w ktorym bez zakladania maski moze wzniesc sie na wyzyny idealu. wobec tego problem wagi ogolnej wynika przede wszystkim z mego pochodzenia, bo w klasie spolecznej, z ktorej ja sie wywodze nie ma zwyczaju podrywania kobiet w ten sposob i zmuszony jestem do uzycia roznych forteli, takich jak np.

-czy chce ktos cos jeszcze pytalem?

- o co?

-przed godzina? albo i dwiema...

-

jak widac zatem z zalaczonego obrazka grupa ze tak powiem terapuetyczna ma sezon ogorkowy i wpadla w letnia dziure ;) cwiczymy sie jedynie w wymadrzaniu i opowiastkach trzypotrzy, tylko po to aby dosjc do wniosku, ze koniec koncow nastepnym razem powinnismy skoncentrowac sie raczej na historyjkach plazowo-wybrzezowych. chociaz kto to wie, czy cos z tego w ogole wyjdzie, skoro tyle piasku i zadnych foremek w zasiegu reki. a tak wlasciwie, to nie mam pojecia dlaczego ja sie obracam wsrod samych mezczyzn, przeciez i tak z nich zadnego pozytku ;)

mailowe ustalanie terminu :))

1. hm? no nie, wszyscy chorzy? ok, proponuje wtorek, srode lub czwartek. [...]
szybkiego powrotu do zdrowia zycze.

2. jak dobrze, ze ... & ... sa chorzy, z czystym sumieniem moge sie zatem oddac uciechom cielesnym. poza tym w srode nie moge, bo mam termin, a tak w ogole to mmm, grrr, ooooo, aaaahhhh [...]

3. sluchaj 2., mam nadzieje, ze jestes w stanie jeszcze chodzic, w koncu nie jestes juz taki mlody ;) poza tym twoja erotyka werbalna pozostawia wiele do zyczenia, popracuj nad nia troche, chociaz jak na fetyszyste obrazkow, niezdolnego zgola do glebszych przemyslen, to juz calkiem niezle :) dopoty nie wpadniesz na pomysl dokumentowania swych uciech w formie zdjec, wszystko zostaje ci przebaczone. to kiedy sie spotykamy?

1. proponuje jednak srode [...] chociaz czwartek pasowalby mi bardziej. ogolnie rzecz biorac nalezaloby zastanowic sie nad jakas kara dla tych, ktorzy nie dotrzymuja terminow np. opublikowanie swoich tajemnych zdjec? ;)

4. chyba oszalales 1. do reszty, kara byloby ich ogladanie raczej :), to kieeedy sie spotkamy, ze tak delikatnie napomkne o tej nieistotnej zgola rzeczy?! & dearest 2., to maja byc te oslawione swinstewka? zieeew... :)

5. moje misiaczki i kocurki kochane, ja was prosze: czwartek, bo znow nic z tego nie bedzie! od zaraz zatem tylko czwartki, postanowione! natomiast odrazajacemu exhibicjonizmowi 2., ktory dotychczas zyl w blogim stanie dziewiczej nienaruszalnosci mowimy nie! bo na co komu jego aaaahhee & mmmmmy? czy juz nikt inny nie ma z nas seksu, /wylaczajac oczywiscie incest w zaciemnionej piwnicy/ ? :)

1. czwarrrrrrtek i koniec, rrrrrozkaz i koniec dyskusji!

2. kochani wy moi, skad ten militarny ton w waszych wypowiedziach, ktory bezczelnie wkradl sie w nasz przytulny ogrod milosci? za duzo czasu przed tv? czy moze raczej odziedziczyliscie go po swoich dziadkach? zaslepionych imperialistach i militarystach? i znow na nic dlugoletnie wpajanie wam pacyfistycznych teorii, wielogodzinne terapie przy muzyce janis joplin, joan baez, hip hop, neny etc? no brak mi slow. pewnie masturbujecie sie takze przy ogladaniu filmow typu: ilsa - she-wolf of the ss. a waszym ulubionym filmem jest bravehart czy inny jakis faszystowsko-patriarchalny kicz :) poza tym tylko dlatego, ze studiujecie gerrrrmanistyke nie musicie od razu tak sie popisywac wymowa frrrrrrancuskiego rrrr!
a teraz zwracam sie do ciebie, kochany nr 3., chyba potrzebny tobie tydzien w kamieniolomach albo inna zsylka. i z kims takim jadlem i pilem wspolnie przy stole?! co maja na to powiedziec moi zydowscy przyjaciele, ktorych ukrylem na strychu? :)
p.s. a teraz przejdzmy do sedna , to kiedy sie spotykamy???? czwartek? ale w czwartek nie moge , wiec piatek?

3. ach najdrozszy 2. pozwol ze cie przytule i wszystko bedzie znow jak dawniej. przyjdzcie w czwartek lub w piatek lub w sobote lub w niedziele lub...

5. moj drogi 2.! i kto tu zaczal? jako konsument programow tv skierowanych do najnizszej warstwy spolecznej obrazam sie niniejszym na smierc. niech sie dzieje wola nieba. phi!

1. czyli piatek o siedemnastej w bibliotece, i koniec dyskusji. jawohl!

2., 3., 4., 5., znudzone olkej.

2. no i wreszcie sie wszystko wyjasnilo, a okrutne, zimne i podstepne zlo rozplynelo sie niczym dmuchawce na letnim wietrzyku. pytanie zasanicze pozostalo jednak nie wyjasnione. czy po ciezkiej pracy umyslowej mamy zamiar rozpoczac projekt napychania sobie zoladkow? czy raczej wybierzemy druga opcje, w ktorej to kazdy z nas powroci do swej jaskini, aby ugotowac w niej tajemne wywaro-napary, po czym je cichaczem w kaciku wpieprzyc? wg wyimaginowanej kolejnosci proponowalbym gniazdko milosne u 3.
btw. chcialbym niniejszym przypomniec szanownemu gronu, ze w ten weekend rozpoczyna sie miejski festyn koncertow, co oznacza, ze biblioteka nie bedzie nalezala do najcichszych zakatkow. wziawszy pod uwage moja postepujaca gluchote, wasza tutaj kurtuazyjnie pomine, nieeee sa to optymalne warunki do rozwoju. wiec? :)

1. chcecie mi powiedziec, ze teraz po dwoch tygodniach ustalania daty, rozpoczniemy ustalac miejsce spotkania? ide sobie dac kulke...

3. cholera, dlaczego u mnie? ja chce sie uczyc, ale nie uczyc sie gotowania! niech ktos, cos, no! sa inne miejsca, piekniejsze, slawniejsze: laznia turecka, klasztor pod wezwaniem sw madzi, zamek barona von münchhausena, no bo ja wiem?!

4. [zrezygnowana do siebie]: i co ja mam z nimi poczac????? :)))